Osobom, które
mnie znają pewnie trudno w to uwierzyć, ale codziennie bez problemu radzę sobie
ze wstawaniem o godzinie 7! Być może jest to spowodowane tym, że usypiam o 19,
a 10 eurowe kwatery pozbawione są takich udogodnień jak zasłony, ale nie warto
przywiązywać wagi do szczegółów!
Również dziś
wstałem zgodnie z nowymi przyzwyczajeniami. O godzinie 6:45 wkładałem juz
rzeczy do plecaka. Nie wiem dlaczego, ale coraz trudniej mi sie pomieścić...
Dziś dotychczas
najtrudniejszy dzień mojej wyprawy. Perspektywa 40. kilometrowego marszu
z plecakiem może powodować brak apetytu, dlatego kanapki
salamiowo-paprykowo-rochlikowe spożywałem raczej z niesmakiem.
Plecak, pożegnanie
i w drogę. Staruszka, będąca mamą właścicielki obiektu obiecała, że w czasie
mojej następnej wizyty nie omieszka dotrzymać mi w nocy towarzystwa, abym nie
czuł się samotny. Jej wiek wskazywał jednak na to, że z co najmniej z dwóch powodów
nie mam się czego obawiać.
Na niebie pojawiło
się kilka chmurek, ale słońce i tak skutecznie dawało o sobie znać. W czasie
marszu mijając kolejne tablice dowiedziałem się, że Liptovskie Revuce dzielą się
na 3 części: niskie, średnie i wysokie i łącznie maja kilka kilometrów długości.
W każdej z nich znajduje się kościół lub kapliczka. Na każdy kościół przypadają
dwa piwne bary i niecały sklep spożywczy. Ilość kościołów jest z kolei równa ilości
tablic z mapą topograficzną regionu.
Na jednej z
nich zauważyłem, że jeśli minę Wysokie Revuce i na rozwidleniach będę trzymał
się lewej strony dojdę do żółtego szlaku, zaoszczędzając w ten sposób kilka kilometrów
w stosunku do zaplanowanej wcześniej trasy.
Z dumą zmodyfikowałem
swój plan i ruszyłem żółtym szlakiem. Wszystko szło jak z płatka! Do pierwszego
rozwidlenia, mimo kilkunastu kilogramów w plecaku, doszedłem o 15 minut wcześniej
niż przewidywała tabliczka, do drugiego rozwidlenia zyskałem dodatkowe 10 min! Do
trzeciego nie doszedłem jednak wcale... Zgubiłem szlak! Słowackie trasy nie są
tak dobrze oznakowane jak nasze, przez co zabłądzenie jest bardzo prawdopodobne.
Cofnąłem się, żeby zobaczyć gdzie popełniłem błąd! Oznaczenia szlaku nagle się
urwały. Uruchomiłem nawigację w telefonie w celu obrania odpowiedniego kierunku
dalszego marszu. Brak zasięgu sieci w przypadku google maps uczynił ją jednak bezużyteczną.
Postanowiłem podążać najbardziej wydeptaną ze ścieżek. Po pewnym czasie
zmieniła się ona w żwirową drogę, która ostatecznie dochodziła do rozwidlenia
nieopodal Wysokich Revuc. Znalazłem się zatem blisko miejsca, w którym stała
tablica z mapą. Zacząłem zastanawiać się czy na tyle blisko żeby ją podpalić.
Tablica
stoi dalej, a ja po nadłożeniu kilku kilometrów, drogą której tak bardzo chciałem
uniknąć doszedłem do znanej z wczoraj tranzytówki (Rużomberk- Banska Bystrica).
Ale była
ona jeszcze brzydsza niż wczoraj! Pobocze było znacznie węższe, a droga
pozawijana jak baranie rogi.
Sprawne
lawirowanie pomiędzy prawym i lewym poboczem doprowadziło mnie bezpiecznie do
Banskiej Bystricy.
I tu pojawił
się kolejny problem. Noclegi w tym mieście były dla mnie tak samo nieosiągalne
jak
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz