piątek, 17 maja 2013

„Letna dovolenka na Letnisku Silac"

Dopiero po przebudzeniu poczułem jak wyczerpujący był wczorajszy etap. Na barkach, karku, nogach i przede wszystkim stopach odbiło się piętno przebytej wędrówki. Może trudno w to uwierzyć, ale udało mi się dostrzec zalety mojego „przytulnego” pokoju. Siedząc na łóżku sięgałem niemal każdego zakamarka. Mogłem spakować plecak bez podnoszenia czterech liter z hotelowej "pryczy".
Szybkie śniadanie, prysznic, plastrowanie, smarowanie blockerami rąk i karku i w drogę! Ponieważ pensjonat, w którym spałem mieścił sie niemal przy samej wylotówce w kierunku Zvolena, przed godziną 9 błąkałem się już po obrzeżach Banskiej Bystricy.
Szare i smutne postindustrialne zabudowania sprawiły, że przyśpieszyłem kroku, by jak najszybciej opuścić przygnębiającą okolicę.
Po niespełna dwóch godzinach marszu drogą numer 69 dotarłem do lotniska Silac. Na terminalu "priletowym", wielkości kurnika wisiał billboard z hasłem: "Vasa letna dovolenka zacina na Letnisku Silac"
Są dwie możliwości. Budynek ma bardzo rozbudowane podziemia albo samolotowe wczasy nie są na Słowacji niczym popularnym.
Teren lotniska otoczony był blaszanym płotem zwieńczonym drutem kolczastym. Być może dlatego lotnisko skojarzyło mi się z innym rodzajem wakacji. Idąc wzdłuż płotu czułem się jak na najdłuższym w świecie spacerniaku.
W pewnym momencie zauważyłem po drugiej stronie ulicy tabliczki zakazu fotografowania oraz znaki "uwaga wojskowa technika”. Tak! Możliwe, że szedłem wzdłuż strategicznej bazy wojskowej Słowacji! Zily, Krazy, Uazy. Naprawiane, czyszczone, polerowane. Okazało się, że znaki, które informowały o wyjeździe Słowackiej techniki wojskowej, tak naprawdę ostrzegały o technice Czechosłowackiej. Być może Słowacy szykują się do wygrania IV wojny światowej. Jeżeli trzecia będzie wojna atomowa, a czwarta ma odbyć się na kije i kamienie Słowacki sprzęt może robić naprawdę duże wrażenie.
A może Słowacy pamiętając swoją skłonność do szybkiej kapitulacji stwierdzili, że i tak nie warto inwestować w wojskowość? Armia pełni u nich po prostu rolę dodatkowych miejsc pracy. Poza tym jak inni maja to czemu oni mieliby nie mieć?
Dostrzegłem również, że cześć wojskowego terenu została przekształcona w pole golfowe. A może broń masowego rażenia oparta na piłkach do golfa? Zapewne sprzętem golfowym można by wyrządzić więcej krzywdy niż "wojskową techniką", którą widziałem w jednostce.
Tuż przed Zwoleniem miałem okazję sprawdzić nowo nabyty płaszcz przeciwdeszczowy. Dość silne opady nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. Ja na pewno zrobiłem jednak duże wrażenie na przejeżdżających kierowcach, gdy zaplątałem się w olbrzymiej wodoodpornej parce i nerwowo próbowałem się uwolnić.
Udało się, a ja cały, zdrowy i suchy leżę w łóżku przydrożnego motelu w miejscowości Budca.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz