Dopiero po
przebudzeniu poczułem jak wyczerpujący był wczorajszy etap. Na barkach, karku,
nogach i przede wszystkim stopach odbiło się piętno przebytej wędrówki. Może
trudno w to uwierzyć, ale udało mi się dostrzec zalety mojego „przytulnego”
pokoju. Siedząc na łóżku sięgałem niemal każdego zakamarka. Mogłem spakować
plecak bez podnoszenia czterech liter z hotelowej "pryczy".
Szybkie śniadanie,
prysznic, plastrowanie, smarowanie blockerami rąk i karku i w drogę! Ponieważ pensjonat,
w którym spałem mieścił sie niemal przy samej wylotówce w kierunku Zvolena, przed
godziną 9 błąkałem się już po obrzeżach Banskiej Bystricy.
Szare i
smutne postindustrialne zabudowania sprawiły, że przyśpieszyłem kroku, by jak
najszybciej opuścić przygnębiającą okolicę.
Po niespełna
dwóch godzinach marszu drogą numer 69 dotarłem do lotniska Silac. Na terminalu
"priletowym", wielkości kurnika wisiał billboard z hasłem: "Vasa
letna dovolenka zacina na Letnisku Silac"
Są dwie możliwości.
Budynek ma bardzo rozbudowane podziemia albo samolotowe wczasy nie są na Słowacji
niczym popularnym.
Teren
lotniska otoczony był blaszanym płotem zwieńczonym drutem kolczastym. Być może
dlatego lotnisko skojarzyło mi się z innym rodzajem wakacji. Idąc wzdłuż płotu czułem
się jak na najdłuższym w świecie spacerniaku.
W pewnym
momencie zauważyłem po drugiej stronie ulicy tabliczki zakazu fotografowania
oraz znaki "uwaga wojskowa technika”. Tak! Możliwe, że szedłem wzdłuż strategicznej
bazy wojskowej Słowacji! Zily, Krazy, Uazy. Naprawiane, czyszczone, polerowane.
Okazało się, że znaki, które informowały o wyjeździe Słowackiej techniki
wojskowej, tak naprawdę ostrzegały o technice Czechosłowackiej. Być może Słowacy
szykują się do wygrania IV wojny światowej. Jeżeli trzecia będzie wojna
atomowa, a czwarta ma odbyć się na kije i kamienie Słowacki sprzęt może robić naprawdę
duże wrażenie.
A może Słowacy
pamiętając swoją skłonność do szybkiej kapitulacji stwierdzili, że i tak nie
warto inwestować w wojskowość? Armia pełni u nich po prostu rolę dodatkowych
miejsc pracy. Poza tym jak inni maja to czemu oni mieliby nie mieć?
Dostrzegłem
również, że cześć wojskowego terenu została przekształcona w pole golfowe. A może
broń masowego rażenia oparta na piłkach do golfa? Zapewne sprzętem golfowym
można by wyrządzić więcej krzywdy niż "wojskową techniką", którą widziałem
w jednostce.
Tuż przed
Zwoleniem miałem okazję sprawdzić nowo nabyty płaszcz przeciwdeszczowy. Dość
silne opady nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. Ja na pewno zrobiłem jednak duże
wrażenie na przejeżdżających kierowcach, gdy zaplątałem się w olbrzymiej
wodoodpornej parce i nerwowo próbowałem się uwolnić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz